Starcia uliczne - Srinagar - reportaz 2009-10-31 11:58:57

Protesty zaczely sie po zgwalceniu i zamordowaniu dwoch dwudzietokilkuletnich muzulmanskich kobiet. Lokalni mieszkancy o ta zbrodnie oskarzaja indyjska policje, choc bardziej prawdopodobna jest wersja, ze to dzielo jednej z indyjskich sluzb specjalnych. Dwa tygodnie pozniej na ulicy znaleziono zmasakrowane cialo dwudziestoletniego studenta informatyki, ktory zaginal kilka tygodni wczesniej. Podobno nie mial zadnych zwiazkow z kaszmirskimi separatystami, wiec wszystko wskazuje na to, ze byla to kolejna prowokacja. Prostesty przybraly na sile.

Polegaja glownie na obrzucaniu policjantow kamieniami a udzial w tym biora zwykle kilkunastoletni chlopcy. Zdarzylo sie jednak, ze rzucono granat - jeden z policjantow zginal (to prawdopodobnie sprawda prawdziwych separatystow). Policja, uzbrojona co prawda w bron ostra (sa to jednostki specjalne), ograniczala sie do strzalow z gazu lzawiacego. Przypadkowo (choc wiekszosc mieszkancow dzielnicy twierdzi, ze celowo) dwoch chlopcow zostalo trafionych takimi pociskami w glowy. Jeden 8-letni, drugi 10-letni, obaj trafili do szpitala z ciezkimi urazami glowy (jeden w spiaczce).

To dzialo sie kilka miesiecy temu ale wystarczy wejsc na strone jednej z lokanych gazet (albo lepiej na niezalezna muzulmanska strone) aby sie przekonac, ze walki trwaja w dalszym ciagu.













Street Fighting in Srinagar - galeria na LS

skomentuj (0)

Z Francji 2009-10-27 15:53:54

Tym, co mysla ze jestem jeszcze we Francji musze wyznac, ze gdyby tak bylo juz dawno podcialbym sobie zyly, skoczyl z mostu lub polozyl glowe na torach jak Wokulski. Niecale dwa tygodnie w tym kraju (mialo byc dluzej) byly dla mnie wyjatkowa katorga. A na ta opinie wplynal ogolnie znany fakt, ze Francuzi sa bezczelnymi ignorantami i egocentrykami w polaczeniu ze splotem pechowych wydarzen, jakich akurat doswiadczylem. Przy mojej zerowej znajomosci najwazniejszego jezyka na swiecie (z ich punktu widzenia) poruszanie sie po tym kraju bylo trudniejsze od mojej wyprawy do Chin (ktora z podobnych jezykowych powodow do najprostszych nie nalezala). Z tymi inteligentniejszymi mozna bylo jako tako dogadac sie kilkoma slowami i mowa ciala. Gorzej, jesli rozmowca mial mnie kompletnie w dupie (a to zdarzalo sie najczesciej).

Ceny masakryczne - byle gowno w byle gownianej knajpie kosztuje min. 10 euro (np. nedzna imitacja pizzy). Kelerzy w knajpach i barach to banda chamow. Mimo, ze jako tako rozumieja po angielsku, to jesli nie wtracisz choc slowa po francusku, to dziwnym zbiegiem okolicznosci zapomna o Twoim zamowieniu lub nie podejda z rachunkiem. Po 18-tej nie kupisz juz (w sklepie!) zadnego alkoholu... poza winem (pani na stacji rozkladajac rece powiedziala tylko: 'Sarkozy!...'). Zostaja tylko knajpy. W restauracji nie mozesz usiasc i napic sie piwa - jesli nie zamowisz jedzenia, zostaniesz wyproszony. A zjesc mozesz czesto tylko w wyznaczonych godzinach (na lunch lub pozny dinner). W 'cafe' z kolei nie zjesz obiadu. Szlugow prozno szukac na stacjach benzynowych, supermarketach czy w restauracjach. Jest kilka (!) 'tabac' sklepow w miescie Perpignan i automaty w niektorych knajpach (przyjmujace tylko odliczone pieniadze). Ceny oczywiscie masakryczne, jak to w EU. Eurofaszysci w ten sposob probuja oduczyc ludzi od palenia. Tak jak nasi warszawscy faszysci rozwiazuja problemy komunikacyjne tworzac 'bus-pasy' na i tak juz waskich drogach (co ma, podobnie, oduczyc ludzi od jezdzenia samochodami). Wracajac do Francji, faszystowska policja municypalna nie wlepia mandatow na zle parkowanie, tylko holuje wozki na specjalny parking. Co prawda ceny za taka usluge podobne sa do polskich, to w naszym kraju pojazdy holowane sa w wyjatkowych przypadkach (jeszcze).

Zwykle nocuje w hostelach, ktore sa tanie i czesto bardzo 'klimatyczne'. Poza tym, nie ma tej nadetej atmosfery jak w drogich hotelach. Mozesz usiasc z wlascicielem, napic sie piwa i porozmawiac o zyciu. W zwiazku z tym, ze znalezienie wolnych hostelowych pokoi w miescie (z ponad polrocznym wyprzedzeniem) bylo niemozliwe musialem zdecydowac sie na hotel. Wybralem wzglednie tani Premiere Classe (jest tez taki w Warszawie). Pokoj wygladal jak kajuta na statku, pod prysznicem nie miescilem sie w barach ale to niewazne. Jak przystalo na nowoczesny kraj zamiast kluczy (ktore z powodzeniem sprawdzaly sie przez jakies dwa tysiace lat) wymyslono system kart magnetycznych oraz pin kodow. System do dupy, bo zamek zdazyl mi sie rozkodowac trzy razy w ciagu tygodnia. Jednego dnia, kiedy zapomnialem zaplacic za kolejny nocleg, wrocilem wieczorem i nie moglem sie dostac do swojego pokoju. W hotelu tej kategorii nie ma nocnej obslugi, wiec nie ma sie do kogo zwrocic z takim problemem (potem dowiedzialem sie, ze byl gdzies ogrodnik, ktory i tak by mnie pewnie nie zrozumial o co mi chodzi, jak wielu o wiele bardziej uczonych w pismie). Na szczescie niezbyl mocne lecz zdecydowane kopniecie w drzwi rozwiazalo moj problem (najprostsze rozwiazania sa najlepsze). Nastepnego dnia pan na recepcji tylko mnie zirytowal pytajac jak dostalem sie do pokoju.

Jedyne, co dobrze wspominam z Francji (poza festiwalem) to fantastyczne sery, swieze i wzglednie tanie owoce morza, sympatyczne dziewczyny (przynajmniej te z obslugi festiwalu) oraz niezle wino, ktore zmuszony bylem pic (jak nie zrobilem zakupow w miare wczesnie w ciagu dnia).

Ucieklem do Barcelony, jak szybko tylko sie dalo. A tam latwiej, przyjemniej i taniej (podziekowania dla Oli za przenocowanie).

skomentuj (0)

Perpignan, Pd Francja 2009-08-29 11:13:40

Jestem tu wlasnie, bo dzisiaj rusza najwiekszy na swiecie festiwal fotografii reportazowej. Zostane jakies dwa tygodnie.

skomentuj (0)

Koniec wyprawy 2009-08-14 07:41:32

Dzisiaj koncze azjatycka podroz. Prawie cztery i pol miesiaca w drodze, pora wracac do domu. Tyczasem udaje sie na lunch skosztowac po raz ostatni swiezych owocow morza.

skomentuj (0)

Tsim Sha Tsui 2009-08-14 07:30:51

Wracam z Supreetim z wycieczki po barach na Hongkong Island do dzielnicy Kowloon, gdzie sie zatrzymalem. Supreeti jest Tajem, ktory mieszka na stale w Hongkongu. Jest muzykiem, gra na jakims instrumencie detym w filharmonii. Zanim zlapie autobus do domu namawiam go na pozegnalne piwko. Stacja metra Tsim Sha Tsui to lokalizacja najtanszych noclegowni w miescie. Kilkadziesiat guesthousow miesci sie w dwoch obskornych (jak na Hongkong) kilkunastopietrowych budynkach. To miejsca odwiedzane przede wszystkim przez przybyszow z Indii i Afryki. Prowadza jakies biznesy (kupuja tania elektronike na handel, prowadza tanie bary ze 'swoim' zarciem, sprzedaja dragi lub samych siebie). W nocy ich ulubiona rozrywka jest przesiadywanie wokol 24-godzinnych sklepow 7-Eleven, gdzie mozna kupic wzglednie tani browar - 9 dolarow hongkondzkich za butelke (jakies 4 zlote z hakiem). W barach ceny sa zblizone do brytyjskich, wiec wiekszosc cudzoziemcow tam balujacych to biali expaci z miedzynarodowych korporacji.

Kupujemy po Carlsbergu i siedamy na murku kolo sklepu. Po chwili poznajemy cala ferajne. Najbardziej komunikatywny wydaje sie przybysz z Kenii (ma tu ksywke 'Obama'). Twierdzi, ze jest hiphopowcem i od czasu do czasu wystepuje tu w jakichs klubach (trudno mi w to uwierzyc). Wlada plynnie angielskim i po chwili sprzedaje dawke swojego talentu skladajac czestochowskie rymy na poczekaniu. Jest tez kolezka z Jemenu, ktory ma juz mocno w czubie (bo pic to trzeba umiec, jak powiadaja). Kreci sie tez jakis Filipinczyk. Kilka metrow dalej siedza malo sypatyczni potezni Murzyni z Nigerii. Po chwili miedzy nimi a Jemenczykiem dochodzi do klotni. Kenijczyk trzezwo probuje lagodzic sytuacje, popijajac spokojnie ze swojej butelki.

Po chwili pojawia sie jakis Azjata (wyglada na Chinczyka) - ledwo trzyma sie na nogach. Jest bardzo drobnej budowy ale probuje zadzierac z prowokujacymi Nigeryjczykami. 'C'mon, I'm not a coward!' - potrzarza probujac zrobic z butelki tulipana. Jemenczyk, ktory juz nie bardzo wie co sie dzieje dolacza sie do klotni i zabiera sie do rozbijania butelek. Pojawia sie jakis wsciekly Pakistanczyk (jak sadze) i z tulipanem w reku grozi Jemenczykowi, ze go zabije. Tymczasem Kenijczyk w dalszym ciagu probuje lagodzic sytuacje namawiajac kolegow aby usiedli i spokojnie napili sie piwa. Po chwili wszyscy sie juz kloca a w powietrzu lataja butelki. Pora sie ewakuowac.

skomentuj (0)

Księga Gości




Blog Flux Directory

site statistics

osob online